Absolwent Wydziału Sztuki Lalkarskiej Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza w Białymstoku. W liceum wraz z kolegami tworzył kabaret i wtedy pokochał scenę. Debiutował w łódzkim Teatrze "Pinokio". Po dwóch latach dostał angaż w warszawskim Teatrze "Guliwer". Występował w telewizyjnych programach dla dzieci, m. im. w "Domowym przedszkolu", programie "Szafiki" i "Bajkach polskich". Od 1997 r. jest związany z płockim Teatrem.

Najważniejsze role

- Tadeusz – Adam Mickiewicz, Pan Tadeusz, reż. Marek Mokrowiecki, 1998
- Artur - Stanisław Mrożek, Tango, reż. Karol Suszka, 1999
- Alladyn – Bonifacy Dymarczyk, Cudowna lampa Alladyna, reż. Wiesław Rudzki, 1999
- Banko – William Shakespeare, Makbet, reż. Jacek Andrucki, 2001
- Władzio – Witold Gombrowicz, Ślub, reż. Krzysztof Prus, 2003
- Ebenezer Scrooge – Karol Dickens, Opowieść Wigilijna, reż. Rafał Sisicki, 2004
- Mytnik – Marek Rębacz, Dwie morgi utrapienia, reż. Marek Perepeczko, 2003
- Profesor - Ivo Brešan, Przedstawienie „Hamleta” we wsi Głucha Dolna, reż. Grzegorz Reszka, 2014
- Pacjent/Bóg – Anat Gov, Boże mój!, reż. Krzysztof Prus, 2014
- Bormenthal – Michaił Bułhakow, Psie serce, reż. Krzysztof Prus, 2015
- Petruchio - William Shakespeare, Poskromienie złośnicy, reż. Marek Mokrowiecki, 2016
- Mortimer Brewster – Joseph Kesselring, Arszenik i stare koronki, reż. Marek Mokrowiecki, 2016
- Wojtek – Marcin Szczygielski, Berek, czyli upiór w moherze, reż. Andrzej Chichłowski, 2016
W ramach Sceny Inicjatyw Aktorskich – spektakle: Na pełnym morzu i Łysa śpiewaczka, a w duecie z Hanną Chojnacką-Gościniak Czarne czereśnie.

Szymon Cempura o sobie

Jako Szymon Cempura, skazany genetycznie przez rodziców na aktorstwo, urodziłem się w mieście "białej broni" czyli Kielcach. Nie byłem oryginalny chodząc do podstawówki. Naukę w Liceum Ogólnokształcącym rozpocząłem w Będzinie, to takie miasto z pięknym zamkiem w pobliżu Katowic, a skończyłem starą maturą w Śniadku, w Kielcach (znowu). Licealny kabaret nawet nam się udawał i z kolegami z ławy chcieliśmy wystawić własny spektakl teatralny. Niestety na chęciach się skończyło (w piwnicy powinienem mieć jedyny egzemplarz dramatu). Już nie z własnej woli bywałem w teatrach, w których pracowali rodzice, takie garderobiane dziecko i tym sposobem musiałem iść do szkoły teatralnej. Przez chwilę się jeszcze stawiałem lądując na Politechnice Wrocławskiej, ale było to daremne i wylądowałem w warszawskiej Akademii Teatralnej - Wydział Lalkarski w Białymstoku, gdzie uzyskałem adekwatne wykształcenie.

Na szczęście przy tym wszystkim, przed niebezpieczeństwem bycia normalnym inaczej, chroni mnie druga pasja: rower, współtowarzysz wszystkich wakacyjnych wypraw, najlepszy środek transportu w zakorkowanych miastach. Wszyscy muszą jeździć na rowerach (trzej synowie: Bartosz, Jędrzej i Maciej znani telewidzom z seriali Ranczo, Odwróceni, MjM i z reklam, np."Pij mleko" czy „Saga”).

Z pracą bywało różnie. Pierwsze pieniądze zarabiałem jako pomocnik murarza. Na studiach przyszły chałtury, a bezpośrednio po stanowisko sprzedawcy w sklepie muzycznym i hurtowni kaset. W zawodzie zadebiutowałem na deskach teatru "Pinokio" w Łodzi baśniami Andersena. Żeby zagrać w spektaklu muzycznym, nauczyłem się grać na perkusji. Rola, którą wspominam, to Rycerz Zwierciadło w Don Kichocie. Bieda cisnęła moją rodzinę i uciekliśmy do nowej "ziemi obiecanej" - Warszawy. Teatr "Guliwer" to chwila oddechu, nowe możliwości, kilka ciekawych ról: Trufaldino w Miłości do trzech pomarańczy, Król Blefusku w Podróżach Guliwera czy Herod w Pastorałce... i przygoda z TV Polonia. Nie pamiętam, ile odcinków Szafików nagraliśmy, pewnie ponad 150. To była pyszna zabawa. Jeszcze przez moment w tej samej ekipie Bajki polskie. Wszystko co dobre, szybko się kończy. Sporadyczne programy Domowego przedszkola, czyjeś niedokończone projekty i konflikt z kierownikiem artystycznym w teatrze… Żadna praca nie hańbi, więc zacząłem rozwozić pizzę. Poznałem nowych ludzi i dogłębnie Warszawę. Koledzy bywali lepsi nawet od taksówkarzy, znali przejazdy przez bramy i parkingi, ja odrobinę mniej, ale do dziś jazda po Warszawie to dla mnie "małe miki".

"Za chlebem" przyjechaliśmy do Płocka do tutejszego teatru (dziękuję były kierowniku artystyczny). Dopiero tu ponownie uśmiechnęło się do nas szczęście i rodzinnie zaczęliśmy debiutować w serialach i filmach (Na dobre i na złe, Defekt, MjM, Fala zbrodni, Popiełuszko, Nadzieja, Obietnica). Dalszy rozwój uśmiechu losu to dwie serie programu w TV4 pt. Instynkt tropiciela (ciekawostki i przygody w polskich miastach, często jeszcze turystycznie nieodkrytych).

Ku mojemu wielkiemu zdziwieniu zostałem reżyserskim asystentem przy ostatnich premierach w rodzimym teatrze. Czy to awans? Nie! To żmudna i trudna robota, zwłaszcza gdy się chce. I z chęci narodziła się przygoda z De facto i audiodeskrypcją. Przeczytane kilkanaście filmów to wyjątkowe przeżycie. Być czyimiś oczami… Trafiłem na dobre tytuły: Matka, Lewiatan, Lśnienie, Timbuktu, Gra tajemnic, Syn Szawła. Napisałem audiodeskrypcję do Lśnienia i Gry tajemnic. A działo się to w ramach dwóch edycji festiwalu dla osób niewidzących w Płocku i nagrań do płytoteki. I mam nadzieję, że ciąg dalszy nastąpi.

 

Fotografie: Waldemar Lawendowski

GALERIA ZDJĘĆ