Krzysztof Misiak, znany gitarzysta i kompozytor, został kierownikiem muzycznym Teatru. O tym, jakie ma plany, opowiedział Monice Mioduszewskiej-Olszewskiej.

Zostałeś kierownikiem muzycznym teatru. Jak sobie wyobrażasz tę rolę?

To dobre pytanie. Rolę.

Jesteśmy w teatrze, więc to chyba odpowiednie słowo.

Moje związki z teatrem sięgają Antygony w Nowym Jorku. To było dosyć dawno. Później przyszły inne rzeczy. Szalenie mi się podoba ta instytucja w kontekście wizji muzycznej. Jestem kierownikiem, który może być też kompozytorem. Mogę napisać muzykę do spektaklu, co niejednokrotnie robiłem, ale chcę też pracować z aktorami, żeby ich rozwijać muzycznie. Chciałbym, żeby wzrosła ich muzyczna świadomość.

Jak chcesz to osiągnąć?

Zaczęliśmy z aktorami zajęcia wokalne, które już się spotkały z bardzo fajnym odbiorem. W tych zajęciach chodzi głównie o pracę nad głosem, o poszerzenie skali, ukształtowanie aparatu głosowego, to zajęcia bardziej techniczne niż muzyczne. Oczywiście rozmawiamy o teorii muzyki, zasadach harmonii.

Na teatralnych korytarzach coraz częściej słychać śpiew.

Zapoznaję aktorów ze śpiewem chóralnym. Pozwoliłem sobie podzielić zespół na głosy, jak w klasycznym chórze: bas, tenor, alt i sopran. Próbujemy się odnaleźć w tych głosach. Koledzy i koleżanki wcześniej nie mieli w tym dużego doświadczenia. Wcześniej zajęcia muzyczne odbywały się na potrzeby konkretnych spektakli, a ja chciałbym, żeby to się działo regularnie. Te spotkania mają też element kształcenia słuchu. Pierwsze efekty już widzę. Po kilku próbach głosy aktorów zaczynają inaczej wyglądać. Świadomość posiadania takiego, a nie innego głosu, bycia w konkretnym miejscu w chórze, jest bardzo ważna.

Czyli jest szansa, że aktorzy staną się bardziej świadomi muzycznie.

Taka mam nadzieję. Niektórzy zapisują się już na dodatkowe zajęcia, żeby jeszcze bardziej poszerzyć wiedzę z teorii muzyki.

Badania publiczności pokazały, że widzowie chcą spektakli muzycznych, więc będziesz miał co robić.

Mam taką nadzieję. Chciałbym wykorzystać swój potencjał i swoją wizję, bo ją mam. Mam swój świat dźwięków i chciałbym go w teatrze realizować.

Co teatr zyska na posiadaniu w swoim zespole Krzysztofa Misiaka?

Żywię taką nadzieję, że teraz będzie miał „pod ręką” kogoś, kto świadomie realizuje dzieła muzyczne. Może nie jestem bardzo doświadczony na polu teatralnym, ale muzyką zajmuję się od wielu lat. Mam nadzieję, że to zaowocuje dobrą jakością muzycznej strony spektakli, że będzie w nich widać moją estetykę i wizję artystyczną.

Czy zaczynając pracę w teatrze musiałeś zmienić swój sposób myślenia o muzyce? Dotychczas twoja muzyka była czymś odrębnym, teraz staje się częścią większej całości.

Muzyka jest sztuką. Podchodzę do niej w sposób estetyczny. Mam swoje ulubione stylistyki, gatunki, ale w teatrze muzyka musi być tak wykreowana, żeby bardziej działała na wyobraźnię. Mamy tu do czynienia z oceanem możliwości. Ale oprócz tego, zależy mi też na czysto technicznej jakości – np. żebyśmy mieli pliki dobrej jakości. Współpracuję z akustykami i dołożę wszelkich starań, żeby tak było. Poza tym teatr mnie inspiruje. Nawet już coś skomponowałem. Zależało mi na tym, żeby pokazać taką podróż przez różne stany emocjonalne, które możemy znaleźć na scenie, utwór się nazywa „Druga podróż teatralnym korytarzem”. Niebawem będzie można go posłuchać.

Pierwsze efekty twojej pracy na scenie zobaczymy już niebawem.

Pracuję nad muzyką do dwóch sztuk - Dwa teatry w reżyserii dyrektora i Związek otwarty, który przygotowują Dorota Cempura i Mariusz Pogonowski. A już 8 marca wystąpię w programie muzycznym „Młynarskiego ciut się chce”. Na wszystko serdecznie zapraszam.

Dziękuję za rozmowę.

Fotografie: Waldemar Lawendowski. Zajęcia muzyczne dla aktorów prowadzone przez Krzysztofa Misiaka.