Kiedy zaczęliśmy pracę nad spektaklem o Wiśle, uznaliśmy, że oprócz materiałów historycznych i tekstów źródłowych, warto poznać historie mieszkańców nadwiślańskich terenów. Okazało się, że pomysł był bardzo trafiony i otrzymaliśmy sześć tekstów, które stały się inspiracją do kilku scen w spektaklu „Na Wiśle śpiewają oryle”.         

Przedstawiamy wyróżniony tekst Magdaleny Zaleskiej.

 

Wisła przyciąga

Wisła przyciąga. Chociaż nie mieszkam w bezpośrednim sąsiedztwie, często spędzam wolny czas w jej towarzystwie. Kiedy byłam młodsza, Wisła stanowiła tło spotkań dorastającej młodzieży. Pustkowia, bezdroża, zupełnie dzikie tereny – z tym kojarzy mi się rzeka. Zapewne inaczej wygląda dla tych, którzy oglądają ją z wielkiego miasta. Tutaj, na wsi jest na wyciągnięcie ręki. Jeśli zechcę, znajdę przy niej takie miejsce, które zapewni zupełną intymność, ciszę i spokój – towar luksusowy w dzisiejszym, pełnym chaosu świecie.

Obecnie Wisła stała się dla mnie i moich bliskich hasłem, które kojarzy się tylko pozytywnie. Przyjeżdżamy tutaj z rodziną żeby w miłych okolicznościach odprężyć się, popatrzeć w niebo, często towarzyszy nam ognisko, pieczona kiełbasa, piwo. Mężczyźni mają swoje wędki, dzieci bawią się w piasku, układają kamyki, zbierają muszelki, a kobiety jak to kobiety, jeśli akurat nie pilnują ogniska, to odpoczywają. Kilka lat temu odkryliśmy tajemnicze miejsce, na środku rzeki  sporych rozmiarów wyspa. Wyspa to może za dużo powiedziane, kilkaset metrów złotego piasku, żadnego drzewa, dookoła woda. Wyspa przez większość roku znajduje się pod wodą. Kiedy w lato poziom wody opada, wyłania się ląd. Każdego roku jest w trochę innym miejscu, w końcu wyspa żyje. Choć w tym miejscu rzeka nie jest głęboka, żeby dostać się na wyspę, trzeba się zamoczyć.

Tego dnia były niesamowite upały. Okoliczne jeziora przeżywały oblężenie. Nie tylko nie było można znaleźć parkingu, ale również wygodnego miejsca na plaży. Zniechęceni i zasmuceni zawróciliśmy do domu. Wyprawę nad Wisłę zaproponował mój mąż. Ponieważ często wędkuje w tamtych stronach, zaproponował wyprawę na nieznany ląd. Początkowo byłam przeciwna, w końcu to rzeka, a my mieliśmy ze sobą dzieci. Razem ze znajomymi dotarliśmy nad brzeg Wisły i razem przenosiliśmy „dobytek” na wyspę brodząc w wodzie po pachy.

Trochę to było dziwne, ale kiedy już wszystko i wszystkich przenieśliśmy, poczuliśmy się jak rozbitkowie, jak zdobywcy. Bezkarni i bezpieczni.

Zamiast zająć się porządkowaniem obozowiska, wszyscy rzucili się do wody. Dzieciaki miały największą frajdę. Woda była w tym  miejscu ciepła, płytka i choć ciężko w to uwierzyć – czysta. Po dwóch godzinach intensywnych skoków do wody rozpaliliśmy ognisko i przebraliśmy dzieci w suche ubrania. Słońce już zachodziło, widać było obydwa brzegi rzeki ustrojone co kilkaset metrów małymi ogniskami. Nie byliśmy jednak sami. Dochodziły głosy rozmów, krzyki dzikich ptaków, szum płynącej wody. Wszystko to działało jak środek uspokajający. Chwilo, trwaj! Miłe towarzystwo, opowieści różnej treści. Mamy już tyle lat, że możemy opowiadać dzieciom jak to było „kiedyś”. Dzieciaki słuchają z zainteresowaniem. Pamięta ktoś z was grę w „noża”? Znajomi, z którymi byliśmy na wyspie, to koledzy z dzieciństwa. Każdy z nas przypominał sobie poszczególne elementy z tej gry i zachwyconym dzieciakom pokazywaliśmy, jak fajnie można się bawić, tak naprawdę bez zabawek.

Odważyliśmy się na biwakowanie do późnych godzin nocnych. Okazało się, że zostaliśmy do rana. Dzieciaki zasnęły na materacach, szkoda było ich budzić, a sami nie chcieliśmy przerywać tego stanu błogiego relaksu. Jak dobrze, że jutro nie trzeba do pracy! Obudziliśmy się, kiedy słońce już przypiekało. Zanim zebraliśmy się do domów, słońce już prawie zachodziło. Efektem były spalone do czerwoności plecy tych, którzy nie wierzyli, że w ciągu tak krótkiego czasu można opalić się do bólu.

Takie pamiątki nosi się do końca wakacji. A scenariusz z wyspą powtarza się co roku.

Wisła ma wiele tajemnic, można zaobserwować tutaj wiele ciekawych rzeczy, poznać nietuzinkowych ludzi, spotkać dzikie zwierzęta (widzieliście kiedyś płynącego dzika?) odkryć miejsca, które was oczarują, zaintrygują. Chcecie czy nie, ma ogromne znaczenie dla ludzi, którzy mają ją za sąsiadkę.

Magdalena Zaleska