25 marca zapraszamy do wspólnego świętowania Międzynarodowego Dnia Teatru. Z tej okazji na naszej scenie odbędzie się prapremiera sztuki Myszy Natalii Mooshaber Ladislava Fuksa, wybitnego czeskiego pisarza. O sztuce opowiada reżyser, Marek Mokrowiecki.

Kiedy przystępujemy do realizacji nowej sztuki, jestem niekiedy pytany „dlaczego akurat ta sztuka, ten autor, ten temat”, etc. Przewidując, że takie pytania pojawią się przy Myszach Natalii Mooshaber spróbuję odpowiedzieć (oczywiście nie bezpośrednio – zostawiając czytelnikom pole do domysłów, korzystając z nauk płynących z ostatniej naszej premiery Prawda) na to pytanie.

Będzie to, jak sądzę, wypowiedź chaotyczna, nieuporządkowana, ale szczera i co najważniejsze osobista.

Chciałem nawet przeprowadzić wywiad sam ze sobą, ale uznałem, że byłby to już szczyt megalomanii.

A więc, dlaczego Myszy…?

Ladislav Fuks, jeden z najwybitniejszych czeskich pisarzy drugiej połowy XX wieku, nie zajmuje niestety należnego mu miejsca w świadomości polskiego czytelnika, a przecież według jego prozy powstały w Polsce dwa filmy nakręcone przez znakomitych reżyserów - w 1978 kryminał Wśród nocnej ciszy Tadeusza Chmielewskiego – na podstawie powieści Śledztwo prowadzi radca Heumann, a w 1983 roku Pan Teodor Mundstock Waldemara Dzikiego, którego akcja rozgrywa się w czasach Holocaustu.

Nie znałem twórczości Fuksa, dopiero zekranizowana w 1967 roku przez Juraja Herza z kreacją Rudolfa Hrušínskeho powieść Palacz zwłok zwróciła moją uwagę na jego twórczość, tak odmienną od tego, czego my, Polacy oczekujemy od czeskiej literatury.

W latach osiemdziesiątych, będąc etatowym reżyserem w Teatrze Polskim w Bydgoszczy szukałem „czegoś” z dramaturgii czeskiej. „Czegoś” – bo studia w Pradze, obowiązują.

I powrócił do mnie Palacz zwłok. Przeczytałem powtórnie książkę i uznałem, że TO jest temat. Wpływ zbrodniczej (nazistowskiej) ideologii na życie jednostki, krematorium… Przemieszana groza z groteską.

Dyrektor Alojzy Nowak dał mi zielone światło… Realizowałem Palacza zwłok we współpracy z jednym z najwybitniejszych polskich scenografów Krzysztofem Pankiewiczem, który miał niebagatelny wpływ na jego kształt. Muzykę skomponował mój „nadworny kompozytor” Tadeusz Kocyba. Premierę Palacza zwłok mieliśmy w nieistniejącym już Teatrze Kameralnym nad Brdą.

Były znakomite recenzje, nagroda Wojewody Bydgoskiego i na Festiwalu Teatrów Polski Północnej w Toruniu. W ramach Teatru Rzeczypospolitej spektakl ruszył w Polskę.

Zaraz po premierze wziąłem na warsztat Myszy Natalii Mooshaber. Pisałem adaptację marząc, że może uda mi się namówić do zagrania głównej roli, moją panią profesor z PWST Ryszardę Hanin. Był to koniec lat osiemdziesiątych. Spotkałem się z Panią profesor we Wrocławiu, rozmawialiśmy o Myszach… Czytała egzemplarz. Trudno mi teraz powiedzieć, czy doszłoby do realizacji. Zacząłem „dyrektorować” najpierw w Gorzowie Wielkopolskim, a potem (ku utrapieniu wielu) w Płocku i Myszy… rozpłynęły się, odeszły w zapomnienie.

Chociaż… Napisany na maszynie, oprawiony w zielone, tekturowe oprawki egzemplarz leżał latami w mojej bibliotece. Zaglądałem do niego czasami, czytałem parę stron. I w ubiegłym roku pomyślałem „to jest ten czas”.

Rozpoczęliśmy próby. Chyba po dwóch tygodniach grająca tytułową rolę aktorka Hania Zientara wylądowała w szpitalu. Zamiast Myszy… odbyła się premiera Nosorożca.

Przełożyłem Fuksa o rok. W styczniu przystąpiliśmy bez czwórki aktorów grających w Prawdzie do prób. A potem reżyser (czyli piszący te słowa) legł na grypę, a z nim część zespołu. Jedna z aktorek ze względów zdrowotnych osobistych wzięła urlop bezpłatny. Pech? Klątwa? Pierwsza myśl była taka, żeby przełożyć premierę. O nie! Tekst Fuksa ezoteryczny, metafizyczny horror, kryminał, thriller.

Moi pedagodzy i starsi koledzy mawiali, że w teatrze nie ma rzeczy niemożliwych. 25 marca, dwa dni przed naszym teatralnym świętem: Międzynarodowym Dniem Teatru, premiera.

Ach, przecież nic nie napisałem o samej sztuce. No cóż, napiszą krytycy. My pracujemy nad naprawdę niepowszednim tekstem, to tyle.

I jeszcze. Miałem to szczęście, że osobiście poznałem autora Myszy… A nie było to łatwe. Ladislav Fuks był introwertykiem. Pracując nad Palaczem zwłok pisałem do niego z prośbą o zgodę na wystawienie sztuki. Otrzymałem. Po premierze wysłałem recenzje, zdjęcia i zabiegałem o spotkanie. Udało się dzięki znajomym. Pamiętam dokładnie ten dzień. Ladislav Fuks przyjął mnie w swoim mieszkaniu w Pradze. Rozmawialiśmy o mojej realizacji Palacza zwłok. Przywiozłem mu maszynopis Myszy… Zaledwie kilkadziesiąt stron, a książka liczy ich 350! Jąkając się, wyjaśniałem, że nastrój, niesamowitą atmosferę strachu zbudujemy relacjami pomiędzy bohaterami, scenografią, muzyką. Fuks mówił niewiele, zadawał pytania, które jak sądzę miały mnie naprowadzić na właściwy trop. Bo ja nieszczęsny dyletant chciałem uzyskać jednoznaczną odpowiedź „no, ale te myszy, te myszy”.

Za oknami słoneczna wiosna, a my siedzieliśmy w mroku, w gabinecie szczelnie odgrodzonym od świata grubymi storami. Płonęły świece, na kredensie majaczyła trupia czaszka, a jednocześnie atmosferze jak z horroru towarzyszył wysublimowany humor. Nie, chyba nie humor – groteska, tak obecna w Jego twórczości.

Chciałbym, żeby coś z atmosfery tamtego spotkania sprzed trzydziestu lat znalazło się w naszej sztuce.

Awansem pragnę podziękować panu Andrzejowi Babuchowskiemu, tłumaczowi Myszy… za zgodę na wystawienie sztuki.

Fotografie z próby autorstwa Waldemara Lawendowskiego

GALERIA ZDJĘĆ