Z Jarosławem Jakubowskim, autorem Magika, po prapremierze rozmawiali Monika Mioduszewska-Olszewska i widzowie przedstawienia.

Monika Mioduszewska-Olszewska: Jest pan poetą, prozaikiem, dramatopisarzem i dziennikarzem. Studiował pan budownictwo i politologię, dziś jest pan doradcą wojewody do spraw kultury. Jak ktoś taki się odnajduje w świecie teatru?

Jarosław Jakubowski: Nie jest mi łatwo funkcjonować w dzisiejszym teatrze. Nie wpisuję się w pewien dominujący trend post-dramatyczny, mocno zaangażowany politycznie, który staje po jakiejś stronie barykady politycznej. Nawet jeśli nie zgadzam się z moją postacią, staram się ją zrozumieć. Nie zawsze jestem rozumiany przez dyrektorów. Słyszałem na swój temat różne opinie, na przykład, że jestem pisarzem prawicowym, tak jakby sztuka mogła być prawicowa lub lewicowa. I to jest takie przekładanie konfliktu politycznego na pole sztuki, co mnie wścieka, bo to nie powinno mieć miejsca. Mam wrażenie, że łatwiej komuś przykleić łatkę, np. pisarza prawicowego, którego się nie wystawia, niż z nim porozmawiać. Jednocześnie ustawia mnie to w pozycji dramatopisarza osobnego, co mnie właściwie cieszy. Lubię czuć się osobny, nie być częścią stada. Ubolewam nad tymi łatkami, które mi się przykleja niesprawiedliwie, ale tak jak Tim, muszę próbować w tej samotności funkcjonować.

MMO: Wyobraża pan sobie przedstawienia, które powstaną na podstawie pańskich sztuk?

JJ: Pisząc, wyobrażam sobie sceny. Mam w głowie jakieś idealistyczne wyobrażenie tych przedstawień, dlatego też zawsze z jakimś lękiem, ale też dużym zaciekawieniem przychodzę na premiery swoich tekstów. Mogę się przekonać, jak to moje idealistyczne wyobrażenie zostaje przetworzone przez wyobrażenia reżyserów, aktorów, scenografów.

MMO: W jednym z wywiadów powiedział pan, że pisze w ten sposób, trochę się ubezpieczając, żeby się je dobrze czytało, gdyby nie były grane. To mi się bardzo spodobało.

JJ: A tak. To jest takie moje pragmatyczne podejście do dramatopisarstwa, bo współcześni polscy dramatopisarze nie zawsze są chętnie wystawiani na scenie. Muszą długo szukać dyrektorów, którzy się odważą ich wystawić, tu ukłon dla dyrektora Mokrowieckiego. Myślę, że się obawiają, że te spektakle nie będą szły, że publika nie będzie chciała ich oglądać. Ja oczywiście z tym podejściem się nie zgadzam, polska dramaturgia jest bardzo ciekawa, różnorodna. Czego jestem przykładem (śmiech).

To są teksty również do czytania. Uważam dramat za pełnoprawny gatunek literacki. Gatunek służebny wobec teatru, ale jednocześnie po prostu ciekawa historia.  

MMO: Muszę przyznać, że pańskie sztuki bardzo dobrze się czyta, ponieważ są one niezwykle precyzyjne. Wręcz matematycznie. Często są pisane wierszem. A z drugiej strony dużo w nich metafizyki. Trudno to połączyć?

JJ: Można powiedzieć, że jestem chodzącym przeciwieństwem. Trudno mi analizować samego siebie, ale zgodzę się z panią, że są to sztuki precyzyjnie nakreślone, choć często zaczynam tekst nie wiedząc, dokąd mnie on poniesie. Dobra sztuka powinna być jak wygodne ubranie - dobrze skrojona. Powinna „leżeć” aktorom i innym twórcom. Czasami mam jednak chęć napisać coś wbrew temu podejściu, co wynika z mojej wrodzonej przekory.

MMO: Pisze pan dużo sztuk politycznych, tak sobie pomyślałam, że jest pan przykładem na to, że jest sens w studiowaniu politologii (śmiech).

JJ: Polemizowałbym (śmiech).

MMO: Miałam na myśli sztukę Generał inspirowaną historią Wojciecha Jaruzelskiego.

JJ: Generał powstał bardzo szybko, w jakimś natchnieniu. O dziwo pisało mi się to bardzo lekko. O dziwo, bo kiedy teraz czytam tę sztukę, widzę w niej rzeczy mądrzejsze ode mnie samego, które mnie zadziwiają. Generał nie ma imienia, jest po prostu generałem. Historia Jaruzelskiego była inspiracją, ale nie jest to scena faktu. Jest to metafora człowieka wysiodłanego z władzy, dyktatora w sytuacji bardzo prywatnej, dyktatora w kapciach.

Mateusz Olszewski (reżyser): Mnie zastanawia, co było inspiracją do napisania Magika.

JJ: Podobnie jak Generał, ten tekst sam ze mnie wypłynął. W wieku kilkunastu lat fascynowałem się filmami Felliniego. Klimaty objazdowych cyrków, kuglarzy, niespełnionych artystów, pokazujących swoje sztuczki na zapadłej prowincji. Którzy później idą się upić lub odreagować w jakimś domu uciech. Cieszę się, że oglądając to wystawienie Magika, tego Felliniego zobaczyłem.

MMO: Mateusz, możesz zdradzić, co pokazałeś aktorom na pierwszej próbie Magika.

MO: Na pierwszej próbie urządziliśmy sobie seans La Strady. Rzeczywiście to było dla nas inspiracją.

MMO: Bardzo smutne to przedstawienie. I poruszające. Magicy powinni bawić. Według pana pod fasadą błyszczącego kostiumu kryje się głęboki smutek?

JJ: Od dzieciństwa byłem zafascynowany postaciami magików, klaunów cyrkowych. Obserwowałem ich bardzo uważnie i dostrzegałem w nich jakąś żałość. Było mi ich żal. Widziałem pod tą warstwą kostiumów, żywych, spoconych ludzi. Czasem skacowanych. Steranych życiem. Ten mój magik też na początku bawi, ale później osuwa się w taką cholerną samotność. Tim jest bardzo samotnym człowiekiem. Ostatnim człowiekiem.

MMO: W tekście do programu napisał pan, że Magika można odczytywać jako metaforę
Polaka wobec świata „Każdy chce się podobać i dostawać nagrody. Polak nie jest tu wyjątkiem, a jednocześnie jest, ponieważ
jako obywatel kraju z ogromnie długą tradycją zniewoleń i wyzwoleń, powstań i upadków, szczególnie traumatycznie znosi każde niepowodzenie, szczególnie wrażliwy jest na najdrobniejszy objaw braku akceptacji.

Polak znajduje jakąś masochistyczną przyjemność w ponawianiu nieudanych sztuczek, a kiedy za którymś razem jakaś mu wyjdzie, jest tym faktem zaskoczony, wręcz zszokowany, jakby podświadomie nie dopuszczał do siebie myśli o jakimkolwiek sukcesie.”

JJ: Głęboko siedzę w historii Polski. Myślę o tym, jak to, co się z nami działo kiedyś rzutuje na to, co się z nami dzieje teraz. Pisząc tekst do programu, nie chciałem powielać kalek związanych z Magikiem. Postanowiłem napisać coś trochę na przekór tym powierzchownym interpretacjom. I myślę, że to jest trafne, bo czyż nie jest tak z Polakiem?

MMO: Magik ma bardzo dużo warstw interpretacyjnych. Jedną z rzeczy, które przyszły mi do głowy po obejrzeniu sztuki, był temat kultury i prowincji. Tim bardzo chce robić swoją sztukę, ale Lottę pociągają tłumy, które przyciąga Canetti. To trochę tak, jak z wydarzeniami kulturalnymi w małym mieście. Robimy sztukę w takim Płocku, przyciągamy kilka – kilkanaście osób, i to bywa deprymujące, bo bardzo się staramy, ale nikt tego nie potrzebuje. A drugiej strony pociągają nas duże miasta, w których, jak nam się wydaje, toczy się prawdziwe życie, tworzy się prawdziwą sztukę. Nie ma pan takiego wrażenia?

JJ: Oczywiście. Codziennie mam takie odczucia. Niedawno udzielałem wywiadu do telewizji, w którym zadano mi pytanie, czy nie pozbawiam się szansy na większy sukces czy sławę mieszkając tam, gdzie mieszkam, czyli pod Bydgoszczą, w Koronowie. Więc też jestem w sytuacji Tima. Ale dla mnie to nie jest problem, bo sztukę można tworzyć gdziekolwiek. Oczywiście możliwości w większych ośrodkach człowiek ma większe, ale miejsce, w którym tworzy nie powinno być wyznacznikiem wartości jego sztuki.
Marek Mokrowiecki: przed premierą powiedział pan, że jest doradcą do spraw kultury wojewody w Bydgoszczy. Jak pan łączy twórczość z pracą urzędniczą?

JJ: Nie łączę. Praca doradcy to taka praca organizacyjna. Staram się przemycać do urzędu, czyli struktury raczej odległej od sztuki, literaturę, współczesną poezję, szczególnie podczas oficjalnych urzędowych wydarzeń. Zapraszam do współpracy bydgoskich aktorów. Kilka razy udało mi się zrobić w urzędzie coś niebanalnego, działam tam trochę jak kret (śmiech).

Krzysztof Bień: Jak odbiera pan to przedstawienie porównując je ze sztuką?

JJ: Co ja mogę powiedzieć? Mnie się podobało po prostu. Jestem pod dużym wrażeniem pracy aktorów na scenie i pracy nad tym tekstem, który został podany w świetny sposób. Sposób, który oddaje pełną gamę emocji zawartych w tych postaciach.

MMO: Chyba trudno sprostać pańskim oczekiwaniom. W jednym z wywiadów powiedział pan, że bliska jest panu relacja autor-aktor prezentowana przez Tadeusza Różewicza – chce pan, żeby pańskie sztuki były grane tak, jak je pan napisał.

JJ: Rzeczywiście. W tym spektaklu bardzo budująca była dla mnie ostatnia scena z butem. To było dla mnie bardzo ważne i byłem ciekaw, jak zostanie rozwiązana. I jestem z tego bardzo zadowolony.

MMO: Co pana porusza w 2017 roku? O czym będzie następna sztuka?

JJ: Porusza mnie pewna ważna postać historyczna związana z wrześniem 1939 roku, ale więcej nie chcę na razie zdradzać.

Jarosław Jakubowski – urodził się w 1974 roku w Bydgoszczy. Poeta, prozaik, dramatopisarz, dziennikarz. Studiował budownictwo na Politechnice Gdańskiej i politologię na Uniwersytecie Gdańskim. Autor kilku tomów wierszy oraz wyborów sztuk teatralnych Generał i inne dramaty polityczne oraz Prawda i inne dramaty. Czterokrotny laureat nagrody Strzała Łuczniczki za najlepszą bydgoską książkę roku – ostatnio za wybór wierszy Światło w lesie. Na teatralnych scenach odbyły się premiery szeregu jego sztuk, w tym: Generała, który zdobył Grand Prix festiwalu polskich sztuk współczesnych „Raport” w Gdyni w 2011 roku oraz Wiecznego kwietnia, za który zdobył Nagrodę Główną Konkursu Metafory Rzeczywistości 2012 w Poznaniu. W prestiżowym rankingu miesięcznika „Teatr” jego dramat Prawda został wymieniony jako jedna z najlepszych nowych polskich sztuk roku 2017.

Na zdjęciu (od lewej): Mateusz Olszewski, Joanna Walisiak, Monika Mioduszewska-Olszewska, Jarosław Jakubowski, fot. Waldemar Lawendowski