W czym uczelnia może pomóc instytucji kultury? W czym instytucja kultury może pomóc uczelni? Co może wyniknąć ze spotkania tych dwóch stron? Z okazji rozpoczynającego się roku akademickiego postanowiliśmy się z Państwem podzielić dobrymi doświadczeniami.

Po raz pierwszy spotkaliśmy się w sierpniu 2018. Wspólnie zastanawialiśmy się nad tym, co chcemy zbadać i jakie obopólne korzyści może nam przynieść ta współpraca. Bo takie było założenie projektu „Uczelnie dla instytucji kultury” realizowanego przez Fundację Obserwatorium i współfinansowanego przez Samorząd Województwa Mazowieckiego.

– Instytucje kultury bardzo często nie mają dostatecznych kompetencji i narzędzi, żeby samodzielnie badać nurtujące je zagadnienia. Z drugiej strony studenci takich kierunków jak kulturoznawstwo, socjologia czy etnografia rzadko mają możliwość przetestowania swoich umiejętności w praktyce. Uznaliśmy, że to dobry pomysł, żeby te dwie strony się spotkały – mówiła Anna Szczeblewska z Fundacji Obserwatorium podczas wrześniowej wizyty w płockim teatrze.

We wrześniu do Teatru przyjechała grupa badaczy gotowa, by sprawdzić jak płocka publiczność postrzega Teatr, jakie ma oczekiwania i jak go ocenia. Badaniami zajmowali się Anna Szczeblewska i naukowcy z Uniwersytetu Humanistycznospołecznego SWPS z Warszawy. Zespołem kierował dr Mateusz Skrzeczkowski. W jego składzie znaleźli się studenci i doktoranci kulturoznawstwa: Katarzyna Głąb, Mateusz Marczewski, Anna Kamecka, Aleksandra Olszowska i Alicja Krzywicka. Wspólnie przygotowaliśmy dwie ankiety dla widzów, badacze przeprowadzili również szereg wywiadów z pracownikami teatru i grupami widzów, które uznali za szczególnie zainteresowane teatrem -   z młodzieżą z grupy teatralnej Płockiego Ośrodka Kultury i Sztuki i dorosłymi biorącymi udział w warsztatach Stowarzyszenia Teatr Per Se.

W czerwcu badacze wrócili do Płocka, żeby opowiedzieć o wynikach swojej pracy. – Przeprowadziliśmy badanie publiczności teatru i wyników tych badań nie konfrontowaliśmy z sytuacją teatru. Informacje, które prezentujemy to opinie publiczności, a nie ocena instytucji – zaznaczał dr Mateusz Skrzeczkowski podczas prezentacji raportu z badań. Oprócz spotkania z dziennikarzami, zespół badawczy spotkał się z nami – pracownikami teatru – żeby szczegółowo omówić wyniki badań.

A co z nich wynika? – Tutaj trzeba zacząć od gratulacji. W skali od 1 do 5 średnia ocena teatru przez widzów to 4,5. A co najważniejsze – nie było ani jednej najniższej oceny, większość to były oceny bardzo dobre. Należy uznać, że teatr jest postrzegany jako ten, który spełnia oczekiwania widzów. To było dla nas pewnego rodzaju zaskoczeniem, biorąc pod uwagę, że instytucja wystąpiła z prośbą o badanie, by dokonać pewnej zmiany – mówił Skrzeczkowski.

A co badania mówią o publiczności?  – Jedną z najciekawszych rzeczy jest kwestia płci widzów. 72 procent to kobiety. Przeprowadzone badania nie pozwalają odpowiedzieć na pytanie o powód takiej dysproporcji: czy jest on po stronie instytucji - np. repertuaru czy uwarunkowań kulturowych - np. tego, że kobiety w przeciwieństwie do mężczyzn preferują wolny czas spędzać w instytucjach kultury. Warto poświęcić temu zagadnieniu oddzielne badanie. Ciekawa jest ta relacja również ze względu na wiek, dlatego że właściwie nie było w teatrze widzów między 20 a 24 rokiem życia. Najwięcej widzów jest między 35 a 44 rokiem życia – mówił dr Skrzeczkowski.  – Największym zaskoczeniem wydaje się liczba osób spoza Płocka wśród odwiedzających teatr. To jest o tyle istotne, że teatr nie jest dobrze skomunikowany. Trudno do niego dotrzeć komunikacją publiczną, a zwłaszcza wrócić do domu po późno kończącym się spektaklu. Widzowie spoza Płocka to łącznie 55 procent. Gdzie mieszkają pozostali widzowie? W większości na Podolszycach Północnych i Zielonym Jarze i Podolszycach Południowych – wyjaśniał dr Skrzeczkowski.

Raport z badania ma kilkanaście stron i zawiera mnóstwo cennych informacji. Bardzo dziękujemy grupom teatralnym i wszystkim tym, którzy zechcieli opowiedzieć badaczom o swoich odczuciach dotyczących teatru. Wierzymy, że dzięki takim badaniom możemy być lepsi. A sama współpraca była dla nas wszystkich bardzo ciekawym doświadczeniem, największe podziękowania kierujemy do Fundacji Obserwatorium i Uniwersytetu Humanistycznospołecznego SWPS.

 

Nauka i kultura. Czy to się łączy?

O wrażeniach po badaniach w płockim teatrze i współpracy instytucji kultury z uczelniami. Zespół badawczy w rozmowie z Moniką Mioduszewską-Olszewską.

Czy współpraca instytucji kultury z uczelniami jest możliwa?

Anna Szczeblewska: Jest możliwa, tylko musi być spełnionych kilka warunków. Najważniejsze jest to, żeby instytucja chciała się poddać badaniu. Sytuacje są różne. Z takim pomysłem może wystąpić nawet jedna osoba. I taki model nazwaliśmy modelem samotnego wilka/wilczycy. To jest sytuacja, w której występująca osoba nie ma wsparcia dyrekcji. Tylko trzeba mieć świadomość, że zakres badania będzie inny, niż gdyby badaniem została objęta cała instytucja. I inne będą też korzyści.

Ale czy to wtedy ma sens?

A. S.: Ma. Skala badania będzie dużo mniejsza, ale to może przynieść dobre efekty dla tej osoby i jej pracy. Nie nastąpi zmiana instytucjonalna, ale na poziomie tego jednego działu czy pracownika - jak najbardziej. Jeśli to jest dział promocji, to można przebadać choćby skuteczność kanałów promocyjnych czy postrzeganie instytucji.

Jakie są inne modele?

A. S.: Jest model pośredni, w którym dyrekcja wie, zgadza się, ale się specjalnie nie angażuje, ale wtedy już cześć pracowników jest w taki proces zaangażowana. Tutaj grupa inicjatywna jest większa. W tym modelu jest możliwość odbycia praktyk przez studentów, jeśli mówimy o wzajemnych korzyściach. Natomiast zmiany systemowej pewnie też nie będzie.

Chciałoby się powiedzieć, że sytuacja w płockim teatrze była prawie idealna. Zaangażowali się niemal wszyscy, którzy byli o to poproszeni, choć oczywiście w różnym stopniu.

A. S.: To prawda. Dyrektor nie tylko wyraził chęć wzięcia udziału w badaniu, ale też sam udzielił wywiadu. Był to ten model instytucjonalny – czyli najbardziej pożądany. Tu wszystko zależy od tego, kto występuje z inicjatywą i na jakie zaangażowanie można liczyć. I tu dochodzimy do tych niezbędnych warunków, które muszą być spełnione, żeby to wszystko się udało. Zaczynamy od spotkania, na którym rozmawiamy o swoich celach i sprawdzamy, jaka jest wola zmiany osoby czy instytucji. Bo jeżeli takiej chęci zmiany nie będzie, to nie ma sensu się w to angażować. To jest kluczowe. Rzeczą niezmiernie istotną jest też to, żeby na początku współpracy z uczelnią przeprowadzić jakiegoś rodzaju warsztaty dla instytucji, żeby pokazać pracownikom, po co są badania i co się robi z wynikami. Muszą mieć świadomość, że badanie zakończy się rekomendacjami do wdrożenia, które będą dla nich pomocne.

Dziewczyny, wzięłyście udział w badaniu jako studentki, czy tak sobie wyobrażałyście instytucję - teatr?

Aleksandra Olszowska: Na pewno to badanie zmieniło moje wyobrażenie o teatrze, które było zbudowane na podstawie teatrów, w których sama działałam – czyli tych z trzeciego sektora. Zobaczyłam, w jakiej jestem komfortowej sytuacji działając w teatrach niezależnych w porównaniu z teatrem instytucjonalnym, który musi zaspokoić różne potrzeby. Myślę, że zrozumiałam, że warto nie być tak krytycznym. Nigdy wcześniej nie brałam udziału w takich badaniach, więc to też było dobre doświadczenie, mogłam zobaczyć, jak wyglądają narzędzia badawcze w praktyce i samej ich użyć.

Alicja Krzywicka: Dla mnie to było bardzo ciekawe porównać, jak pracuje taka duża instytucja, jak Teatr Dramatyczny w Płocku i na przykład Centrum Kultury Kurpiowskiej, bo to dwa zupełnie inne modele działania.

Mateuszu, ty jesteś w trakcie robienia doktoratu z kulturoznawstwa, wspieranie instytucji kultury poprzez badania, to jest coś co cię interesuje?

Mateusz Marczewski: Jasne, interesuje mnie badanie teatru w Płocku, ale jeszcze bardziej interesuje mnie pula refleksji, które płyną z samego badania. Nie tyle z raportu, co z metodologii przyjętych badań. Jest to dość interesująca praktyka. Nie dość, że badanie przynosi profit społeczny – wskazujemy bowiem instytucji jakiś trop, pokazujemy inną perspektywę to jednocześnie proces badania pomaga w myśleniu o skuteczności samego badania i perspektywach jego optymalizacji. Dlatego tu jestem.

Czego się dowiedzieliście się po tym badaniu?

Mateusz Skrzeczkowski: Niezwykle cenną informacją z całych tych badań dla mnie jest to, jak jest postrzegana praca humanistów przez różnego rodzaju środowiska, w tym środowiska związane z instytucjami kultury. Doświadczenie z tych badań pokazuje, że nasza rola nie jest przez nie rozpoznawana. Nie jesteśmy postrzegani jako osoby, które wykonują pracę, żeby pozyskać wiedzę i tę wiedze przekazać, tylko bardziej jako pewnego rodzaju kontrola. Myślą, że przychodzimy, kontrolujemy, dokonujemy oceny i trzeba się przed nami w jakiś sposób bronić. A my w żaden sposób nie wystawiamy oceny. Niezależnie od tego, czy badamy teatr czy innego rodzaju działalność kulturową, jak choćby rozgrywki piłkarskie. My jako humaniści pracujący naukowo, możemy być wrzucani na pewnego rodzaju odcinki i z tych odcinków, wyłuskujemy jakąś wiedzę, sporządzamy raporty, nie dokonując najmniejszej oceny. Więc to jest dla nas dość istotne, jak jesteśmy postrzegani przez środowisko instytucji kultury i jaka mogłaby być nasza rola, gdyby nasz wizerunek był nieco inny – czyli raczej tych, którzy mogą wesprzeć i pomóc, niż tych którzy przeprowadzają krytykę.

Idealna sytuacja wyglądałaby tak, że wy jako naukowcy studiujecie pewne kwestie, prowadzicie badania, a ludzie pracujący w instytucjach kultury wykorzystują waszą wiedzę w praktyce.

Mateusz Skrzeczkowski: Rzeczywiście tak byłoby idealnie, ale tak nie jest. Realizowałem podobne badania w Gdańsku z Nową Łaźnią w Nowym Porcie - interwencję artystyczną w przestrzeni publicznej.  I mamy podobne doświadczenia – w publikacji, która zbierała raporty badań, na końcu pojawił się głos przedstawiciela instytucji, który uważał, że nasza ocena nie jest sprawiedliwa. W związku z tym pojawił się tekst korygujący. To pokazuje, że instytucja ma potrzebę wytłumaczenia się przed sobą z tego, jak ją postrzegają badacze albo wyjaśnienia, że to czynniki zewnętrzne za to odpowiadają.

Co wam dało badanie teatru w Płocku?

Mateusz Marczewski: Wszyscy mamy skłonność do uogólniania naszych sądów dotyczących rzeczywistości. Mówiąc o Polsce i analizując jak działa Polska, wystarczy się przenieść do innego miasta, pobyć w nim dwa dni by odkryć nową perspektywę postrzegania własnego kraju. Dzięki badaniu w Płocku obraz Polski, do którego byłem przyzwyczajony bardzo się zmienił. A tym samym zmienia się moje wyobrażenie o polskim społeczeństwie.

To badanie dało mi fajny wgląd w miejsce, dzięki insajderom, m.in. dzięki tobie, ludziom którzy nam dużo opowiedzieli, a druga rzecz – może nie dowiedziałem się wiele, bo z teatrem mam trochę wspólnego – niemniej bardzo ciekawym doświadczeniem jest zobaczyć instytucję w działaniu.

Mateusz Skrzeczkowski: Ja sobie uświadomiłem, że tego rodzaju badania budują niezwykle silną emocjonalną więź z miejscem. Zdałem sobie sprawę, że do żadnych innych miejsc w Polsce ostatnio tak nie tęskniłem jak do Nowego Portu w Gdańsku i do Płocka – miejsc, w których robiłem badania. I dziś czuję wielką radość, że przyjechaliśmy tutaj znowu. Im bliżej Płocka byliśmy, tym bardziej nasza radość rosła. I w jakiś sposób będziemy już z Płockiem i z teatrem związani. Mamy tu już swoje miejsca.

I to można wykorzystać w dalszej współpracy.

Anna Szczeblewska: To działa z każdą inną grupą, na przykład z widzami, których chcemy zachęcić do chodzenia do teatru. To może być po prostu wspólne robienie czegoś, oswajanie się z miejscem i odkrywanie, że w tym miejscu jest fajnie. Jeżeli mam naście lat, to to miejsce jakoś wpisuje się w moją historię i obudowuje pozytywnymi emocjami. I potem w sposób naturalny tam wrócę, przyprowadzę swoje dzieci. Na tym polega edukacja kulturowa. To wcale nie muszą być wykłady na temat sztuki teatru, to często polega na wspólnym robieniu fajnych rzeczy.

Dziękuję za rozmowę.