14 grudnia zapraszamy na prapremierę sztuki Magik Jarosława Jakubowskiego w ramach cyklu Scena Dramatu Współczesnego. Reżyserem sztuki jest Mateusz Olszewski, student piątego roku reżyserii na warszawskiej Akademii Teatralnej.

Wierzę w teatr jako poznanie

Z Mateuszem Olszewskim, reżyserem sztuki, rozmawiała Monika Mioduszewska-Olszewska.

O czym to będzie przedstawienie?

Tym, co mnie najbardziej „chwyciło” przy czytaniu Magika jest nasze balansowanie między tym, co jest prawdą a iluzją. To ma związek z istnieniem aktora, z czym ja jako aktor i reżyser się zmagam. Pytanie brzmi, gdzie leży granica między prawdą a fikcją oraz jak poprzez fikcję chcemy wpływać na prawdę, co jest dosyć paradoksalne. Mam wrażenie, że 99 procent tego, co widzimy w teatrze, jest fikcją, chociażby najbardziej prawdopodobną, a staramy się tak działać, żeby ta fikcja stawała się prawdą. I to jest jedna warstwa. A druga warstwa dotyka samego aktora – jak on się odnajduje na pograniczu fikcji i prawdy. O tym odzieraniu się z fikcji, albo o tym, ile jej trzeba przyjąć, żeby dojść do prawdy, jest Magik. 

Mnie to nurtuje od dawna – jak funkcjonuje aktor, który właściwie przez cały czas jest w fikcyjnych, wyobrażonych światach, a jednocześnie musi żyć w jakiejś rzeczywistości? Czy da się tego nie łączyć? Oddzielić?

Znam różne postawy. Są tacy, którym wydaje się, że cały czas grają, są też tacy, którzy uważają, że granie to rzecz czysto techniczna. Jest jeszcze postawa, która chce zupełnie odrzucić iluzję, ale to już jest na pograniczu performatyki, na przykład z performance’ami z samookaleczaniem. Można powiedzieć, że tam iluzja się kończy. Pytanie tylko, czy to jest jeszcze sztuka, ale to już temat na inną rozmowę.

To, co jest wręcz na pograniczu szaleństwa, jeśli chodzi o funkcjonowanie aktora, to to, że użyczamy nie tylko swojego ciała, ale wszystkiego – wyobraźni, uczuć, emocji. To są nasze narzędzia. To sprawia, że warstwa oddzielająca aktora od rzeczywistości jest bardzo delikatna. Potrzeba dużo siły, żeby móc nad tym panować i pewne rzeczy rozdzielić. Żeby móc normalnie funkcjonować. 

Kojarzy mi się to z taką figurą szalonego, który może pokazać normalnemu jakiś kawałek prawdy. Poprzez to, że jest szalony, że ma coś nadprzyrodzonego czy wykreowanego, sztucznego, może przystawić innym kawałek lustra, jak u Szekspira.

Oczywiście znamy przypadki aktorów, którzy poszli taką drogą, że stracili kontakt z rzeczywistością, idąc nawet w kierunku choroby psychicznej.

To jest ciekawe, czy aktorstwo prowadzi do choroby psychicznej (śmiech).

Myślę, że jednak nie musi (śmiech). Dużo zależy od tego, jak my przyjmujemy pewną umowność. Jest mnóstwo aktorów, którzy świetnie przekazują widzom swoją wrażliwość niekoniecznie zatracając siebie.

Myślę, że to ma trochę wspólnego z poczuciem spełnienia. Zarówno aktor jak i magik ze sztuki Jakubowskiego mają w jakimś sensie osobowość narcystyczną, która nigdy nie poczuje spełnienia. I ta siła, która cały czas gna takiego człowieka za spełnieniem, może doprowadzić do szaleństwa.

To są takie nienasycenia. Poczucie spełnienia może pojawiać się na chwilę, a oprócz tego jest cały sezon, podczas którego go nie ma. Kiedy prowadzę zajęcia ze studentami, zawsze im mówię, żeby na to uważali. Zwłaszcza młodzi aktorzy muszę sobie uświadomić, że jeśli piekarz piecze bułki, to przedmiotem oceny jego pracy staję się te bułki, a u aktorów przedmiotem oceny oczywiście jest gra aktorska, ale przez to, że to jest tak blisko związane z człowiekiem, korzysta z jego odczuć, uczuć, ciała, w ocenie aktorów tym przedmiotem staje się sam człowiek i trudno im to oddzielić. Dlatego się mówi, że w tym zawodzie trzeba mieć skórę nosorożca. Wnętrze motyla i skórę nosorożca. To, o czym mówię, świetnie widać na przykładzie seriali. Grający w nich aktorzy często na ulicy brani są za postaci, które kreują. 

Dla mnie Magik to tekst o marzeniu, które cały czas gna człowieka do przodu, sprawia, że nie zazna spokoju, o nieustannym poszukiwaniu i chęci rozwoju, o tym, że inaczej się nie da. Może o gonieniu za czymś, czego się nigdy nie da dosięgnąć. 

Ja bym powiedział, że w pewien sposób jest to gonienie za pasją i marzeniem, ale przekaz jest taki, że trzeba przejść naprawdę bardzo dużo, i trzeba zachować naprawdę mocną wiarę, żeby na końcu zostać nagrodzonym. Żeby ta pasja wydała jakiś owoc, albo żeby marzenie zostało zrealizowane. Ale też wyczuwam tam coś takiego, że wytrwałość jednak przynosi efekty. I to jest pozytywne. Pomimo przeszkód i barier. Że może cudu możemy doświadczyć, kiedy zmierzymy się z przeszkodami. Że bez nich efekt byłby mierny.

Magik dotyka tematu artystycznego spalania, to z kolei wydaje ci się być bliskie, twój monodram Novecento, nagradzany zresztą, też dotyka tematu artysty, dla którego muzyka jest całym światem. Szukasz swojego miejsca w artystycznym świecie? Zastanawiasz się nad sensem pracy artysty?

Nieustannie sobie zadaję to pytanie. Od czasu studiów aktorskich, a teraz w trakcie reżyserii jeszcze bardziej. Różne odpowiedzi przychodzą mi do głowy, ale gdybym miał powiedzieć, jaki jest mój cel, zacytowałbym fragment ewangelii – „mówił do nich Jezus, ale mówił tylko w przypowieściach. To wszystko mówił Jezus tłumom w przypowieściach, a bez przypowieści nic im nie mówił” (Mt 13,34). Mam poczucie, że to jest moje zadanie, jako reżysera. Żeby móc widzów przybliżyć do Boga, ale nie nachalnie, raczej poprzez przypowieści. Jak prześledzimy przypowieści starotestamentowe, one wydadzą nam się powierzchowne, ale tam jest mowa o bardzo prawdziwych ludziach i to nie straciło nigdy na aktualności.

Masz misję?

Mógłbym to nazwać misją ewangelizacyjną, ale powiem raczej, że to taka misja, jak mówi tytuł pewnej książki – „nie przyszedłem pana nawracać”. Czyli, że nie wierzę, że to się może zdarzyć na siłę i poprzez retorykę, ale raczej przez pokazywanie pewnych rzeczy, zadawanie pytań i otwieranie na dialog. To odkryłem już przy pracy przy Novecento – że najważniejszy jest dla mnie dialog.

W monodramie?

Tak, monodram też jest dialogiem. Dialogiem nie z ogółem widowni, ale z każdym z widzów zasiadających na widowni.  Lubię grać Novecento, bo nigdy nie wiem, co się wydarzy, co zastanę technicznie i jak ludzie odbiorą to, co im przedstawiam. Zawsze się bardzo cieszę, że mogę pokazać tę piękną historię, która, jak dobrze zauważyłaś, też tyczy się marzeń i pasji, która pożera nasze życie, ale tylko oddając się jej, spalając się w niej, możemy nadać temu życiu jakiś sens. I to przyjmują bardzo dobrze bardzo różni widzowie, zarówno ci obyci z teatrem, jak i ci, którzy rzadko w nim bywają, więc chyba dotyka czegoś dla nas ważnego. Novecento porusza takie sprawy, których rzadko dziś dotykamy w teatrze. Może wydają się zbyt proste?

Tekst Magika wydaje się trochę oderwany od rzeczywistości, zwłaszcza jak na Jarosława Jakubowskiego, który większość swoich sztuk bardzo mocno zakorzenia w rzeczywistości. Bardziej dotyka uniwersum niż aktualnych wydarzeń. Dotyka chyba tych spraw z pozoru prostych, o których mówisz?

Mało jest dziś w teatrze metafizyki. Mało się mówi o rzeczach, które w nas tkwią głęboko ukryte. Może bieżące rzeczy potrafią nam to przykryć, ale mam nadzieję, że uda się tych pokładów głęboko ukrytych dotknąć. 

Twoją ostatnią realizacją było misterium wielkanocne. Interesują cię tematy religijne?

W trakcie studiów zupełnie mnie takie temat nie interesowały, nie miałem okazji chwytać takich tematów. Z misterium to był przypadek albo jakieś działanie opatrzności. Byłem na konsultacji u profesora Wojtyszki i już dawno miałem wyjść, bo wiedziałem, że muszę zmienić żonę przy dzieciach. Profesorowi zadzwonił telefon i akurat przyszedł Dyrektor Teatru Oratorium, który poszukiwał reżysera do Historyji. Sam bym się pewnie nie odważył na taki spektakl w tym momencie.

W kręgu moich zainteresować pozostają na pewno Bracia Karamazow, ale nie jest tak, że to główne tematy, które mnie zajmują.

Najbardziej mnie ciekawią ludzie, którzy się zmagają z różnymi wątpliwościami, poszukują, miotają się. To mnie najczęściej chwyta.

Co sprawiło, że z aktora postanowiłeś się przekwalifikować na reżysera?

Na studiach aktorskich zrozumiałem, że jako aktor mam niewystarczający wpływ na całość dzieła. Mniej więcej w połowie studiów zacząłem myśleć o tym, że fajnie by było znaleźć się po drugiej stronie. Praca przy Novecento, kiedy właściwie sam się reżyserowałem, upewniła mnie w tym. Zacząłem też pracę instruktora w Ognisku Machulskich i tam musiałem reżyserować i to był trzeci czynnik, który zdecydował o tym, że będę reżyserem. Choć nadal lubię być aktorem.

Jesteś aktorem, reżyserem i dodatkowo zajmujesz się edukacją teatralną. Sporo jak na jednego człowieka. Dlaczego edukacja teatralna jest dla ciebie ważna?

Myślę że dlatego, że sam jej doświadczyłem jako młody człowiek. Najpierw na zajęciach szkolnych, później w Ognisku Teatralnym Machulskich. To mnie ukształtowało. I nie dlatego, że miało kształtować przyszłych aktorów, reżyserów, scenografów, muzyków. Też, bo to jest ważne, ale myślę, że to rozwija człowieka bez względu na to, jaką drogą później pójdzie. Dotknięcie czegoś, co pokazuje szersze spojrzenie na świat, na możliwości, na pobudzenie wyobraźni – nieuśpienie jej pod ciężarem szkoły. Takie zajęcia pozwalają obudzić w nas to, co zostało uśpione po okresie dzieciństwa i wchodzeniu w życie społeczne. Myślę, że ludziom, którzy przychodzili do ogniska, to wszystko dało bardzo dużo. W pracy sekretaryjnej, prawniczej, jakiejkolwiek. Ta szkoła nie ma na celu przygotowania do egzaminów wstępnych na studnia aktorskie, ale ogólny rozwój. Choć moim zdaniem nie ma lepszego przygotowania do takich egzaminów.

Od 6 lat, od skończenia aktorstwa prowadzę tam zajęcia. Uważam, że kreatywność, którą można sobie na nich wyrobić i obudzić zawsze człowieka zmienia na lepsze.

Masz też doświadczenie w pracy z uchodźcami.

Dwa lata temu prowadziłem warsztaty z uchodźcami z ośrodka Warszawa Targówek. Powierzył mi to zadanie Michał Zadara reżyserujący Lillę Wenedę w Teatrze Powszechnym.

Widziałam ten pokaz. Nie miałam pojęcia, że ty go zrobiłeś.

Przez półtora tygodnia pracowałem z grupą dzieciaków, które w większości nie mówiły po polsku, to byli Czeczeni, Ukraińcy, Egipcjanie. Próba przeprowadzenia warsztatów, które trochę miały dotykać tematyki Lilli Wenedy była sporym wyzwaniem, ale przyniosła mi mnóstwo satysfakcji. Największym sukcesem tego działania było to, że dwie dziewczyny z tej grupy zaczęły chodzić do Ogniska Machulskich i udało mi się nam umożliwić im to bezpłatnie. Michał Zadara zresztą tak wtedy mówił – niech z tej grupy chociaż jedna, czy dwie osoby, zostaną wciągnięte w teatr, to będzie sukces.

Wierzysz w teatr jako narzędzie zmiany społecznej?

Myślę, że tak. Wiem, że teatr może zmieniać człowieka. Pokazywać mu świat, rozszerzać jego wyobraźnię i świadomość. Wierzę w teatr jako poznanie. Maciej Wojtyszko, we wstępie do którejś swojej publikacji pisał, że wierzy, że teatr jest możliwością spotkanie drugiego człowieka i jest najlepszą możliwością spotkania drugiego człowieka. I coś w tym jest.

Dziękuję za rozmowę.

Mateusz Olszewski (ur. 1988 w Warszawie) –  Absolwent Wydziału Aktorskiego Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej w Łodzi (2012). Od 2013 r. studiuje reżyserię na Akademii Teatralnej w Warszawie. Współpracował z łódzkimi teatrami: Powszechnym, Nowym, Logos i Szwalnią. Związany ze Stowarzyszeniem Republika Warszawa (spektakl Wdowy. Na pełnym morzu), od 2011 r. prowadzi zajęcia w Ognisku Teatralnym „U Machulskich”. Gra na saksofonie. Uczył się w warszawskich szkołach muzycznych I i II st.
Za monodram Novecento nagrodzony został na wielu festiwalach, m.in:
- I nagroda na 41. Ogólnopolskim Festiwalu Teatrów Jednego Aktora (Wrocław 2012)
- Nagroda ZASPu na Toruńskich Spotkaniach Teatrów Jednego Aktora (2013)
- Główna nagroda na 2. Koszalińskich Dniach Monodramu – Debiuty (2014) oraz Strzała północy za debiut aktorski w monodramie na tym samym festiwalu
Wyreżyserował monodram O matko z córką (premiera na Scenie Lubelskiej) oraz spektakl dyplomowy Szkoły Aktorskiej Machulskich - Wilko. letnisko na podst. opowiadania J. Iwaszkiewicza. W 2017 r. wyreżyserował Historyję o chwalebnym Zmartwychwstaniu Pańskim w Teatrze Oratorium w Warszawie.

Zdjęcia z próby "Magika", fot. Monika Mioduszewska-Olszewska

Więcej o Magiku