"Sztuka rewelacyjna, ponadczasowa i znakomicie zagrana". 21 października odbyła się premiera spektaklu "Wróg ludu" Henrika Ibsena w reżyserii Andrzeja Waldena. Oto fragmenty recenzji przedstawienia.

Płocki teatr wreszcie „zabrał głos” w ważnej sprawie. Pojechał „grubo”, bo na warsztat wziął małomiasteczkową (aczkolwiek będącą metaforą nas wszystkich, niezależnie od miejsca zamieszkania) społeczność. Można się w nim przejrzeć jak w zwierciadle i zobaczyć zarówno Płock, Polskę, jak i cały świat. A przede wszystkim nas samych. Jeśli ktoś szuka w teatrze czegoś więcej, niż taniej rozrywki i chce choć po części zrozumieć czasy w których żyjemy, obecność obowiązkowa.

Jakub Moryc, PetroNews.pl, 28.10.2017

Sztuka rewelacyjna, ponadczasowa i znakomicie zagrana. Warto zwrócić uwagę na bardzo dobry debiut, nowej w teatrze, Julii Chętowskiej, której potencjał aktorski widocznie wykracza poza niewielką rolę, córki dr. Stockmanna. Jeśli o młodzieży teatru mowa, to należy wspomnieć o Szymonie Kołodziejczyku, który również w roli Billinga, współpracownika gazety, był przekonywującym dwulicowcem. Zauważyć należy znakomitą, choć epizodyczną, rolę Henryka Jóźwiaka. Podobał mi się niezwykle Marek Walczak jako drukarz Aslaksen, wiecznie nakazujący "umiarkowaną krytykę". I bardzo dobrze oglądało się Szymona Cempurę, Hannę Chojnacką- Gościniak, Krzysztofa Bienia, Piotra Bałę i Mariusza Pogonowskiego. I słuchało się świetnie. Dodatkowo atrakcją w spektaklu jest interakcja aktorów z publicznością.

Surowa scenografia pomaga skupić się na treści. Reżyser Andrzej Walden wykonał dużo dobrej pracy z asystą Henryka Jóźwiaka.

Momentami jest tragicznie życiowo, momentami śmiesznie życiowo. Koniecznie się wybierzcie na spektakl. Nie będziecie żałowali!

Magdalena Grodecka, eplock.pl, 22.10.2017

Andrzej Walden – reżyser płockiego „Wroga ludu” (...) Pokazał nam przedstawienie proste i klarowne, bez wycieczek w stronę publiczności, w zasadzie dość mieszczańskie (na scenie stół i krzesła, postacie wchodzą, mówią coś i wychodzą). Tylko czasem wymowę którejś ze scen podkreśla niepokojąca muzyka, tylko kilka razy punktowy reflektor oświetla doktora, podkreślając jego osamotnienie. Aktorzy nie szarżują. No i właściwie... dobrze. Tekst Ibsena i tak wali jak obuchem. Jest straszliwie aktualny bez konkretnych nawiązań. Rozprawia się ze złudzeniami współczesnych czasów – wolnością jednostki i demokracją.

Milena Orłowska, Gazeta Wyborcza, 22.10.2017