Choćbym miała raz za razem odbijać się od ściany, to nie zrezygnuję z dążenia do pracy w zawodzie.

Koniec z planami awaryjnymi

Z Julią Chętkowską – aktorką, która rozpoczyna karierę zawodową w płockim Teatrze, spotkaliśmy się podczas prób do nowej premiery Wroga ludu Henrika Ibsena w reżyserii Andrzeja Waldena. Z odtwórczynią roli Petry rozmawiał Leszek Skierski. 

Czytam o twoich umiejętnościach: śpiew, jazda konna, akrobatyka, balet, taniec ludowy i historyczny, sztuki walki, biegły angielski… Gdzie na to wszystko znalazłaś czas w tak młodym wieku?

Napędza mnie działanie. Zawsze lubiłam żyć intensywnie, choć dopiero niedawno uświadomiłam sobie, co to znaczy. Najważniejszy w życiu jest dla mnie rozwój, zdobywanie doświadczenia, bo każde, nawet to najbardziej przykre, rozwija, uczy nas o sobie samym. Tylu rzeczy chciałabym w życiu spróbować!

Musiałaś jednak dokonać wyboru.

Prócz bycia aktorką, myślałam też o neurochirurgii, zawodowym koszykarstwie, lub psychologii... I frustruje mnie tylko, że wszystkiego na raz się jednak nie da. Mimo to, już od dziecka chodziłam na wiele dodatkowych zajęć, co umożliwili mi moi kochani rodzice. Oni także zaszczepili we mnie ciekawość nowych rzeczy, a wspaniałe, starsze siostry dbały o moją edukację. Jednak prawdziwą szansę zdobycia nowych umiejętności o szerokim spektrum, dało mi Studium Aktorskie im. Aleksandra Sewruka przy Teatrze Jaracza w Olsztynie, którego jestem absolwentką. Bywało lepiej i gorzej, wiadomo. Jednak szkoła ukształtowała mnie na wielu płaszczyznach, za co jestem wdzięczna. Będąc na trzecim roku Sewruka podjęłam dodatkowo studia na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim na filologii angielskiej. Skończyłam pierwszy rok, a na czas dyplomów w Studium wzięłam dziekankę. Teraz jednak myślę o powrocie na drugi rok filologii tutaj, w Płocku w Wyższej Szkole Zawodowej. Nie wiem, czy pogodzę to z pracą w Teatrze, ale na pewno spróbuję. Nie wolno się poddawać w przedbiegach.

Debiutujesz w płockim Teatrze rolą Petry w przedstawieniu Wróg ludu Ibsena – jak do niej podchodzisz, w kategoriach ambicjonalnych czy szansy? Zadałem to pytanie celowo, bo zastanawiam się, czy ta rola jest dla ciebie mocnym wejściem w życie zawodowe?

Ambicjonalnych czy szansy? Mam ambicję, żeby wykorzystać każdą szansę, jaką dostaję. We Wrogu Ludu gram córkę głównego bohatera Stockmanna, która tak jak ojciec jest idealistką. Wartości moralne stawia ponad osobistym dobrem. Nie jest to duża rola, jednak bliska memu sercu i postaram się powołać Petrę do życia najlepiej jak potrafię.

Czy masz jakiegoś aktora, wzór do naśladowania?

Bardo mi się podoba, i na scenie i na ekranie, Sonia Bohosiewicz, ponieważ ma mnóstwo eksplodująco – zaraźliwej energii. Bardzo dużo z siebie daje, widać, że kreacje ją kosztują. Z zagranicznych aktorów królową jest dla mnie Meryl Streep, zmienna niczym kameleon, prawdziwa aż do bólu.

A reżysera, z którym chciałabyś pracować?

Chciałabym pracować z Krzysztofem Warlikowskim. Pociąga mnie w teatrze poszukiwanie, wykraczające poza realizm. Warlikowski wymaga przekraczania siebie i wychodzenie poza strefę komfortu aktora, co jest trudne, jednak konieczne dla rozwoju.

Spotkałem się z takim stwierdzeniem, że aktorki mają trudniej w tym zawodzie. Zgadzasz się z tym?

Ja z kolei spotkałam się ze stwierdzeniem, że aktorki tuż po szkole mają łatwiej niż chłopcy, za to schody zaczynają się w średnim wieku. Ale generalnie tak, masz rację. Głównie chodzi o to, że jest dużo mniej dobrych kobiecych ról w klasycznej dramaturgii. Nasze społeczeństwo jest patriarchalne, teatr jest patriarchalny. Kobiety w teatrze zaczęły się pojawiać tak naprawdę dopiero na przełomie XV/XVI wieku. Tak, więc mamy sporo „zaległości", głównie, jeśli chodzi o samą twórczość dramatyczną. Co prawda od lat 90. XX w. powstało wiele konkursów dramaturgicznych, co zaowocowało wysypem nowych tekstów, jednak rzadko mają one odzwierciedlenie w realizacjach scenicznych. Reżyserzy wolą sięgać po sprawdzone teksty klasyczne zatrzymując się na Mrożku, Różewiczu, Gombrowiczu, Ionesco, a wartość literacka późniejszych tekstów, szczególnie XXI-wiecznych, jest poddawana w wątpliwość.

Może nie jest to kwestia doboru repertuaru czy dyskryminacji, ale tego, że kobiety częściej wybierają ten zawód?

Możemy zaryzykować takim stwierdzeniem. Trudność dla kobiet w tym zawodzie zaczyna się już na etapie zdawania do szkół. Kandydatek zawsze jest moc. Kandydatów mniej, a w większości szkół aktorskich to właśnie dla nich miejsc jest więcej. Związane jest to właśnie z ilością pracy dla mężczyzn a kobiet, którą to determinuje ilość ról. Koło się zamyka. Wierzę jednak, że jesteśmy na dobrej drodze do wyrównania tych proporcji.

W takim razie zapytam przewrotnie o plan awaryjny, gdyby się okazało, że aktorstwo to nie to?

Gdy traciłam wiarę w siebie, to dumałam o pracy tłumacza z języka angielskiego. Generalnie wydaje mi się, że połączenie tłumaczenia z aktorstwem to bardzo ciekawe zjawisko, głównie w kontekście tekstów dramatycznych i dubbingowych. W tłumaczeniach często pojawiają się niezręczne zwroty, które są przetłumaczone poprawnie, jednak bez względu na specyfikę języka. Gdy tekst dramatyczny tłumaczy aktor, to ma on większe wyczucie, jakie wyrażenie będzie trafniejsze na scenie. Robi to np. Jacek Poniedziałek, który wydał nawet swój tomik z tłumaczeniami. Wracając do meritum, jakiś czas temu postanowiłam, że koniec z planami awaryjnymi. Choćbym miała raz za razem odbijać się od ściany, to nie zrezygnuję z dążenia do pracy w zawodzie.

Życzę powodzenia i dziękuję za rozmowę.