„Zawsze ciekawiło mnie, dlaczego ludzie przychodzą do teatru? Jedni, bo nie mają nic lepszego do roboty. Drudzy, bo chcą popatrzeć jak ktoś inny przeżywa za nich życie. A są tacy, co siedzą tu..., bo coś stracili. Albo jeszcze nie wiedzą, że już stracili”. – Czytamy w tekście sztuki Rafała Sisickiego „Martwe dusze 2.0, czyli Cziczikow loguje się ponownie”.
Skoro tak, to spróbujmy wejść na scenę jak „aktorzy”, albo „zdobycz”, która sprzedaje własną duszę za lajki w internecie – spróbujmy wypełnić w swojej głowie brakujące elementy sztuki, których nie wymyśli za nas Autor, a tym bardziej bohater, Cziczikow…
Oparty na motywach powieści Nikołaja Gogola dramat „Martwe dusze…” to groteska, o destrukcyjnym wpływie świata wirtualnego na nasze życie, o naszych niedoskonałościach w obcowaniu z nim, ale też siłach, wobec których coraz częściej jesteśmy bezbronni.
XIX-wieczna satyra Gogola posłużyła Rafałowi Sisickiemu obnażyć współczesny obraz jednostki, opierającej się na pozorach, „kreującej siebie, sprzedającej iluzje, budującej puste domy... Wystarczy dobrze zarządzane konto w systemie, kilka zasięgów i udajemy, że jesteśmy”, że wciąż żyjemy – czytamy w sztuce.
Nieważne, że wyłączając komputer przysięgamy „…nie wchodzić drugi raz do tej samej rzeki”, bo jak sugeruje główny bohater „…rzeki nie ma. Jest system. Przepływ danych. A ja…, jak stara karta pamięci. Zapełniona. Ale jeszcze działająca”.
Cyfrowe życie każdego z nas, nawet po śmierci, wydaje się być ponadczasowe. Wiedzieli to już starożytni, którzy mówili, że człowiek nie całkiem umiera, gdy zostaje w pamięci.
A dusza? Czy to nie przestarzałe słowo, skoro możemy żyć wiecznie?
– Wystarczy wykupić dane, sporządź listę mailingową, wykorzystać narzędzia internetowe, profile społecznościowe, do tego kilka sugestywnych haseł: „wspólna przyszłość”, „transparentność”, „wizja”, „misja”…, a stajemy się fundamentem czyjegoś sukcesu – POLSKI 2029.
Sztuka Sisickiego niesie w sobie głębszy wymiar problemu, jakim wydaje się być internet. Utwór pokazuje jak głęboko materializm i pogoń za nim wdarł się w nasze życie, w którym nawet „Martwe dusze” – nasi bliscy i znajomi, a nawet my w przyszłości – staniemy się obiektem spekulacji, cynicznej kalkulacji, gry pozorów, gdzie liczy się jedynie zysk, bez żadnych konsekwencji moralnych. Wystarczy, że jesteśmy jego użytkownikami, ale i dostawcami informacji w cyberprzestrzeni.
Tworzymy cyberpamięć, odzwierciedlającą świat rzeczywisty i miniony. Pozostawiamy po swojej obecności cyfrowe ślady, takie jak: zdjęcia, filmy, dane osobowe, wiadomości prywatne, profile w mediach społecznościowych, polubienia.
Czy naprawdę, jeśli nie korzystasz z Internetu nie istniejesz?
- Na to pytanie musimy odpowiedzieć sobie indywidualnie. Tym bardziej, że w wymiarze cyfrowym można każdego z nas ożywić – dając mu status „nieśmiertelności”, lub uśmiercić – zabić, wpędzić w otchłań niepamięci.
Ale czy to oznacza, że przestaniemy istnieć?