Chyba nigdy nie chciałam odchodzić

Z Teatru odeszła w 2012 roku. Po drodze otworzyła własny – prywatny. Dziś wraca. Z Magdaleną Tomaszewską rozmawiała Monika Mioduszewska-Olszewska.

Wracasz do nas po latach. Miło cię widzieć.

Cieszę się, że wracam.

Pamiętasz, czemu odeszłaś?

Pamiętam, i przyśniło mi się, że zadasz mi to pytanie. Wymyśliłam nawet, jak ci odpowiem, ale teraz już nie pamiętam (śmiech).

Nie ukrywam, że moje życie troszkę się pogmatwało i musiałam podjąć tę drastyczną decyzję, żeby odnaleźć wewnętrzną harmonię. Uważam, że jeśli człowieka spotyka w życiu coś bardzo trudnego, powinien się na chwilę odciąć, przepracować to sobie i wrócić ze świeżym umysłem, żeby móc życzliwie patrzeć na innych.

W Gdyni otworzyłaś prywatny teatr. Teatr Minerwa nadal istnieje?

Istnieje i myślę, że w przyszłości będzie nawet kawiarnia Minerwa.

W Gdyni czy w Płocku?

Myślę, że już w Płocku. Byłam wędrującym teatrem, który był zarejestrowany w Gdyni, ale bardziej zaistniał na Śląsku czy nawet Płocku. To nie jest ważne, gdzie będę to robić, ważne, że cały czas będę. Wydaje mi się, że nie ważne, gdzie jesteśmy, W Gdyni, w Płocku, w Zakopanem czy w Pcimiu Dolnym. Jeśli wierzymy w to, co robimy, to to się będzie z nami rozwijało.

Jakie to było doświadczenie poprowadzić prywatny teatr?

Zawsze marzyłam, żeby to zrobić i zrobiłam. Uważam, że każdy aktor powinien tego spróbować. Niekoniecznie rezygnując z pracy etatowej.

Co to daje?

To jest bardzo trudne. Wymaga ogromnej cierpliwości, zaangażowania, determinacji.

Etat jest posadą bardzo ciepłą. Mamy wszystko. Świadczenia, sztab ludzi do pracy. Zrobią za nas plakaty, promocję, zdobędą pieniądze, a my tylko przyjdziemy, ubierzemy się pięknie, zagramy i zbierzemy brawa. A tu trzeba od początku do końca wszystko zrobić samemu. Wymyślić, dać pieniądze, dać pomysły na plakaty, wypromować. To pochłania setki godzin. Jak się nie wykona mnóstwa telefonów, to nic z tego nie będzie. Samo nie przyjdzie.

Wydaje mi się, że aktor na etacie powinien tego spróbować, żeby zobaczyć, jak ciężka jest praca ludzi dokoła niego, żeby jakiś produkt w postaci spektaklu mógł powstać. To pokazuje, jak wielkim szacunkiem powinniśmy darzyć ludzi, którzy z nami pracują nad spektaklem.

Etat okazał się nie być taki zły?

Zobaczyłam, jaki to ciężki kawałek chleba nie być na etacie i teraz tym bardziej będę to wszystko cenić. Bywało naprawdę ciężko. Kiedy pracujesz w teatrze, ktoś za Ciebie wszystko planuje, masz próbę, później przedstawienie, jak nie grasz w jakimś przedstawieniu, to masz wolne, a w prywatnym teatrze pracujesz 24 godziny na dobę. My często w życiu chcemy wszystko robić sami, ale tak się nie da.

Brakowało ci teatru?

Brakowało mi takiej siedziby. Tego, że tu przychodzę, mam swoją garderobę, kolegów z pracy. Brakowało mi takiego teatralnego „żyćka”. Tych zabawnych momentów i tych, w których trzeba intensywnie pracować, żeby sprostać zadaniom postawionym przez reżysera. Najbardziej mi brakowało tych wszystkich ludzi w teatrze. W Gdyni najczęściej byłam sama, więc zawodowo czułam się czasem samotna.

Masz poczucie, że to jest ten sam teatr, z którego odeszłaś, czy coś się zmieniło?

Niby ten sam, a inny. Ludzie są praktycznie ci sami, ale też trochę inni. A może oni są tacy sami, tylko ja teraz jestem inna? Mam świadomość, że teraz muszę na nowo się w to wszystko wpasować, ale jednak na niektóre rzeczy bym nie chciała przystać.

Na jakie?

Ja jestem stara szkoła. Mam pewne zasady aktorskie i tego się będę trzymała.

Na przykład jakie?

Na przykład takie, że słowo reżysera jest święte. Młodych aktorów się uczy, że muszą się rozpychać łokciami, ja zawsze miałam w sobie dużo pokory. Jak weszłam do teatru, to mnie powiedziano: „słuchaj, cokolwiek usłyszysz, przedziel przez 150, ale starszych kolegów słuchaj, oni mają cenne uwagi, bo mają doświadczenie”. Otrzymałam mnóstwo cennych rad od Zbigniewa Płoszaja, Zdzisławy Bieleckiej czy Hanny Zientary. Teraz inaczej się podchodzi do zawodu.

Jaki masz teraz plan na siebie jako aktorkę?

Myślę, że ten plan na mnie jest teraz bogatszy, bo po pierwsze jestem starsza, a po drugie po wielu doświadczeniach, które poszerzyły moje horyzonty. Czuję, że z każdą postacią będę mogła się zmierzyć. Mogę już zagrać starowinkę, a nie tylko królewny. Myślę, że teraz będę częściej grać takie role z pazurem.

Dziękuję za rozmowę.

Fotografia: Waldemar Lawendowski